w powietrzu wiruje
czterdziestopniowe pierze
dłonie zachłanne
cierpliwie cierpną
za Tobą
przygniecione poduszką rozterki
układają na szyi zmarszczki
między wargami
bezdech krzyżuje się z oddechem
szarpanym na westchnienie
niespełnieniem karmi się cisza
za wiatrem nocnym wonnym
otumanionym jaśminem
jęczą wyją powieki
gdy sen w nie uderza
zniknąć wchłonąć w ciebie
z krwią być w tobie
cień obnażony
wierci się tylko niespokojnie
wisząc na ścianie
powoli umiera
do wschodu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz