sobota, 11 sierpnia 2012

Felieton II

Pierwszy, nie ostatni raz
Zwykle zaczyna się niewinnie, przypadkowo i nieświadomie…z czasem można tego żałować, ale zawsze pamięta się ten pierwszy raz. Ten pierwszy raz miałam w wieku dziewięciu lat, kiedy mój kuzyn zafascynowany mangą, na ścianie swojego pokoju namalował Usagi Tsukino, czyli główną postać z popularnej serii Sailor Moon. Dziewczyna miała dziwnie duże oczy i w dłoniach trzymała promieniujące serduszko, a ja byłam zachwycona. Od tej pory stałam się fanką dziewczyn, które broniły pokoju panującego we wszechświecie, a Tuxedo Mask stał się moim absolutnym ideałem mężczyzny… Chociaż z wiekiem moja fascynacja mangą zeszła na dalszy plan, to właśnie jej zawdzięczam moje zainteresowanie rysunkiem i malarstwem, a w pamięci mojego odtwarzacza mp3, co jakiś pojawia się najlepsza z najlepszych muzyka z Cowboy Bebop. Nie mogę także nie reagować na pojawiającą się co jakiś czas falę nagonki na M&A. Ludzie,  którzy z japońską kreską nie mieli do czynienia nie zrozumieją tego, co prawdziwemu fanowi mangi w sercu gra. Większość mang wrzucą do jednego kotła z pornografią, zatrzasną pokrywę i ugotują na papkę.
Mimo widocznego w społeczeństwie rozluźnienia obyczajów, której cały czas wodzą pruderia i zakłamanie. Przyjęło się, że wszystko co narysowane, czy to komiks czy film – przeznaczone jest dla dzieci. Stąd prawdopodobnie to przerażenie w oczach dorosłych, kiedy widzą drukowane kobiety z wszystkim, co trzeba oraz paroma efektownymi bonusami…i jak to pokazać dziecku?  Sztuczka polega na tym, że w Japoni nikt nie daje w ręce ośmiolatka komiksu z nagą panią, bo komiksy wydaje się jak książki. Są więc mangi dla całkiem małych dzieciaków, dla studentów i nastoletnich chłopaków. Dla młodych kobiet i zmęczonych życiem staruszków. Dla miłośników historii i pasjonatów robotyki. Zresztą niektóre komiksy noszą stempelek +18 – co sugeruje, że ktoś tam jednak myśli, zanim wypuści to na rynek.
Przeciętny otaku zdążył przekonać się na własnej skórze, co to jest japoński komiks. Przedarł się przez gigabajty skanlacji, poznał bogaty wachlarz gatunkowy i wybrał sobie to, co mu się podoba. Jednym podobają się biuściaste dziewczęta, innym smutnoocy bishouneni…Oprócz zarzutów, że manga generalnie jest zła i niebezpieczna (zetknęłam się ostatnio także z opinią, że Wojownicze Żółwie Ninjja mają "okultystyczne i satanistyczne" przesłanie), spora część osób uważa rysunek i jej autorów za coś niszowego, co nie nadaje się do otrzymania miana kultury wysokiej. Sama zastanawiam się co jest wyznacznikiem wysokości kultury? Z doświadczenia wiem, że niestety, ale zwykły zjadacz chleba swoją opinię o mandze stworzył dawno temu, na podstawie obejrzanego odcinka Dragon Balla lub Pokemonów. Po dogłębnej analizie doszedł do wniosku, że te japońskie wypociny są fuj i postanowił więcej tego świństwa nie oglądać. Z czasem na rynku zaczęły pojawiać się komiksy, graficznie podobne do fuj-anime. - Pewnie taki sam badziew - pomyślał sobie zjadacz. Chociaż sam wyraz Manga pochodzi z języka japońskiego i oznacza man – wykonane szybko i lekko, ga – obraz, rysunek (nazwa ta jest używana raczej poza Japonią). Manga powstała z połączenia i ewolucji: Ukiyo-e, czyli rodzaju malarstwa i drzeworytu japońskiego z wschodnim stylem rysowania. Jej historia sięga ponad 1000lat! Co więcej w obronie mangi?  Domyślam się, że ktoś patrzący z boku na "wygłupy" mangowych postaci, ich mimikę twarzy, celowe zniekształcanie sylwetek i niestandardowe, jak na nasze gusta, ujęcia stosowane przez japońskich rysowników, mógłby odnieść wrażenie, że manga to opowiastki nie mające do przekazania czytelnikowi nic znaczącego. Czy na pewno? To przecież właśnie manga słynie z tego, że w przeciwieństwie do komiksu w stylu amerykańskim, tworzy postacie o wiele bardziej wyraziste, bardziej ludzkie. Postaci z mangi - bez względu, czy będą one pozytywne, czy też negatywne - mają swoją osobowość, nie są tylko kukiełkami, których śmierć nie robi na czytelniku większego wrażenia, gdzie zły jest brzydki i okrutny, a dobry piękny i wspaniałomyślny. Każda z tych postaci jest pomyślana tak, aby była mieszanką sprzeczności, tak jak każdy z nas. Zły ma jakieś motywy działania, nie zawsze jest "złym" z wyboru, lecz ma swoją historię i targają nim sprzeczne uczucia. Tak samo jest z bohaterem pozytywnym, który miewa wątpliwości co do swojego postępowania, miewa chwile zwątpienia i w żadnym wypadku nie jest kryształowo czystym pogromcą zła. Taki układ tworzy między postacią a czytelnikiem jedyną w swoim rodzaju więź. w pewnym momencie widzowi przestają być obojętne jej losy, a postać zaczyna żyć własnym życiem. W mandze nie ma prostych odpowiedzi, a przynajmniej nie są one podawane czytelnikowi "na talerzu”. Nie zgadzam się, że wszystkie anime i mangi zawierają emocje negatywne, a  treścią większości jest rywalizacja, podstęp, walka. Ta sztuka nie oznacza spotkania z okultyzmem, New Age i demonologią. Obrońcy moralności, walczący o ochronę niewinności dziecięcych duszyczek, powinni przynajmniej zajrzeć na wikipedię, zanim zaczną podnosić raban. Informacje przenoszone pocztą pantoflową nie są wiarygodnym źródłem wiedzy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz