niedziela, 19 sierpnia 2012

W całości erogenna.


'Szał uniesień' Władysław Podkowiński

"Nie ma nieba i ziemi, otchłani, ni piekła,
Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma".


Zaczynam seanse filmów w reżyserii Andrieja Tarkowskiego. Pół kroku w drodze do zrozumienia kultury Rosji, Rosji w ogóle- mam nadzieję.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Akcja promująca Islandię!! ;)

Artykuł II Kaskaderzy literatury? Stachura, Wojaczek, Hłasko...

Kaskader to akrobata, dublujący aktorów w ryzykownych, niebezpiecznych ujęciach, wymagających dużej zręczności i sprawności. Kaskader literat? Testuje siebie i swoje człowieczeństwo w sytuacjach równie ekstremalnych. Żyje ryzykownie na granicy ze śmiercią, na granicy świadomości, ekspresji duszy. Kaskader literat to legenda filozoficzności, osobowości, projekcja buntu egzystencjalnego, przeciwko metafizycznemu skostnieniu. Wzrok poza papierowym horyzontem literatury, cisza zamiast krzyku wielkomiejskiej bohemy- Stachura, Hłasko, Poświatowska, Bruno- Milczewski, Wojaczek- cisza wielkomiejskiej bohemy, na dźwięk wymienionych nazwisk?
                Halina Poświatowska wiedziała, o tym, że legendy szybko przemijają, że ich miejsce szybko wypełnia się czymś nowym, ciekawszym dla głodnego wciąż nowych wrazeń i przeżyć czytelnika, pisała: „Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci- zapomną. Nie łudźmy się przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie pozostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi, nie ma pustych miejsc”. Zapomną czy też nie, dobrze się dzieje, gdy w odbiorcy pozostaną główne idee, w myśli, których człowiek żył i wyróżniał się, dając wyraz swej jednostkowości. W kwestii dotyczącej kaskaderów literatury, sporne bywa to czy ludzie, w szczególnosci młodzież, (bo przecież ci twórcy kierowali się właśnie doktryną wiecznej młodości, powodującej nienasycenie i głód życia) nieświadomie nie jest kontynuatorem, niosącym na sztandarach hasła propagujące bycie sobą, potęgujące odrębność, mówiąc stanowcze „nie!” tradycji i generacji, będąc przeciw ogólnie przyjętym zasadom. (Oni) też byli przeciw, pisali przeciw. Wojaczek nie popierał masowości, tłumów, wymuszonej, trupiej literatury. Stachura przeciwstawiał całej literaturze ekstazę. Bursa był przeciw poetyce zbiorowej „pryszczatych” oraz martwej perspektywie młodości własnej generacji. Poświatowska wznowiła kult ciała, negując jego degradacje. Natomiast ładna, gładka mowa, ewidentnym kłastwem była dla Milczewskiego.
                 Młodość pozwala na więcej. Specyfikę tego okresu dobrze opisuje pojęcie moratorium, czyli odroczenie. Psychspołeczne moratorium to swego rodzaju okres ochronny, pozwalającym młodym ludziom na wypróbowanie różnych rodzajów aktywności, bez obowiązku ponoszenia wielu konsekwencji. Ogólnie mówiąc to stan, który z jednej strony charakteryzuje się niepewnością, wynikającą z koniecznosci zmierzenia się z ważnymi życiowymi problemami. Szukając własnego systemu wartości, pojawia się chęć udowodnienia swojej siłyi odrębności sprzeciwiającej się uczestnictwu w świecie przemocy i ubezwłasnowolnienia. Tak samo, w latach twórczości kaskaderów, wznowiono kult młodości mającej swe przywileje oraz pozwalającej na heroizm. Ludzi wyobrażano sobie,  jako nieświadomą masę, rozmodloną do rzeczy i pieniądza, nie mającą zdolności przeżywania rzeczy wyższych. Tłumy tych ludzi były godne tylko pogardy.
Następstwa uwielbienia młodości nie zawsze były takie , o jakich można byłoby pomarzyć. Życie według ideologii wiecznej młodości stawało się nienasyceniem, zachłystywanie się chwilą nie zaspokajało głodu bytu. To młodość właśnie, była po obsesyjnej doktrynie wolności, pułapką poetów. Zabawa nie mogła trwać bez końca. Przedłużona olimpiada młodości doprowadzała do zmęczenia, powolnego wyczerpywania się zasobów psychicznych i fizycznych, a kiedy w świat wdzierała się codzienność, poeta czuł się zagubiony.
                W dojrzewaniu wszystko jest pierwsze i ostatnie. Poezja dla kaskaderów była odseparowaniem od społeczeństwa, które powodowało niemoc poradzenia sobie z własną osobowścią. Pisanie stało się nie tylko rodzajem buntu, ale również terapii. Pezja była patetycznym i tragicznym gestem, jaki postanowiono wykonać by przeciwstawić się zmęczeniu i pokonywaniu barier. Zastanowić się można, czym w takim kontekscie (szaleństwa, egzystencjalnego ryzyka) jest właściwie poezja. Sądzę, że nie chodzi tutaj o posługiwanie się określeniami i definicjami zawartymi w podręcznikach teorii literatury, że poezja to nie pewien układ zawierszowanego tekstu z charakterystyczną wysoką metaforyzacją języka, ale poezja to stan ducha, stan wyobcowania z ludzkiej wspólnoty, z powszechnie przyjętych kanonów wyobraźni. Poezja rodzi się z napięcia, jest wytworem szczególnie wyczulonych wrażliwości.  Myślę, że właśnie gest poetów Wojaczka czy Stachury stał się jedną z przyczyn ostentacyjnego zerwania z tradycyjną  poetyckoscią. Pisane przez nich wiersze, traktuję,  jako prekursorkie w stosunku do ogólnej normy wysławiania się i postawy. Jednym z ważniejszych preceptorów takich zmian był Rafał Wojaczek. Czytając jego utwory dochodzi się do wniosku, że poeta (ekstremalny?!) pyta o rzeczy podstawowe i jeżeli ma kłopot z ładem wewnętrzym, to postanawia zrezygnować z życia, nie uzyskawszy zadawalających odpowiedzi. Elementarne pytanie Wojaczka brzmiało:  jaki sens ma życie, czy w ogóle ma sens. Pomimo, że wielu wierszach usiłował rozpaczliwie odpowiedzieć sobie na te pytania, ostatecznie załamał się pod ciężarem okoliczności ryzyka, które podjął- popełnił samobójstwo w maju 1971.
                Pojawiający się nowy język poetycki, usiłujący oddać skomplikowane relacje między człowiekiem a coraz bardziej oschłym, obcym, zimnym światem, oparł się na arsenale środków charakteryzujących mowę potoczną, z jej brutalizmami, wulgarnością, z całą jej sugestywnością, dosadnością, z poezją niespodziewaną. Skoro młodzi nie chcięli używać zdewaluowanego języka „dorosłych”, skoro towarzyszyło im poczucie fikcji i fałszu zastanego układu literackiego, musieli wymyślić jakiś własny sposób ‘rzucania wierszem w twarz’. Nawiązywali bardziej do wzorców pop-kultury, niż do wyraźnie określonej tradycji literackiej. Młodym nie podobała się zastana kultura, sposoby poetyckiego mówienia, techniki funkcjonowani poety w społeczeństwie. Kaskaderzy chcieli uwolnić literaturę od patriotycznych i społecznych obowiązków. Wiersz miał być czymś najzupełniej prywatnym, własnym, intymnym, miał być nieobliczalny i skandaliczny. Wiersz miał za zadanie czymś ryzykować, w zasypywaniu przepaści między kulturą wysoką a niską, miał wiązać mowę pompatyczną i oficjalną ze zwykłym mówieniem w szarym i zdegradowanym estetycznie, zwykłym życiu. Poezje przepełniała stylistyczna rewolta oraz obyczajowy bunt.
                Ostatnio spotkałam się z poglądem, że kaskaderzy literatury to sformułowanie chybione, a to, dlatego, że efekty literackie i poglądy na świat poszczególnych autorów zalicznych do tej grupy, bardzo się rózniły. Sądzę, że opinia ta, polega na spojrzeniu specjalistycznym nie tylko literackim. Z punktu widzenia intensywności uprawiania twórczości artystycznej, chodzi właśnie o „wypalanie się” pisaniem. Wszyscy z tychże poetów, albo prawie wszyscy zginęli śmiercią samobójczą, tak jakby igrali z literaturą, poezją. Z drugiej jednak strony, nie można traktować całe biografie, zmagania, skomplikowaną historię każdego z tych autorów zbyt powierzchownie, sprowadzając je do jednego mianownika. Po za tym istnieje wielu, bez reszty oddanych literaturze autorów, którym udało się ujść z życiem i niekoniecznie określa się ich tych mianem. Przykładem może stać się tutaj twórczość Ryszarda Kapuścińskiego, sam powiedział, że „(…) większość z tego co robię, ma dla mnie sens o ile służy pisaniu” a trudno nazwać go kaskaderem. A nawet pisał egzystencjalnie. A i w wielu miejscach odnajduje się fragmenty, pod którymi i Stachura by się podpisał(choćby w „Lapidariach”).
                 Kaskaderzy skupiali się chyba w głównej mierze na sobie, na własnych przeżyciach estetycznych. Przy tym wyłączali, czy raczej spychali na dalszy plan wszystkie inne sposoby odbierania świata, czyli rozum i sumienie. Życie, bowiem należy traktować jako coś integralnego. Myślę, że prawdziwe bogactwo poznania świata, daje kontakt z drugim człowiekiem. Oczywiście, że drogą, może być poszukiwanie samego siebie, a droga ta, to poetyckie zmierzanie ku mistyce. Jednak jeśli jest to skupianie się na estetyce, bez poznania prawdy o sobie i literaturze, to prawdopodobne jest, że skończy się nihilimzem. Przytoczę jeszcze raz Kapuścińskiego: „ Człowiek dla siebie może stać się takim kłopotem, że już nie starczy mu czasu na zajmowanie się czymś więcej”. Skupianie się wyłącznie na etetyce sensu stricto, to zatrzymanie się w pół drogi, a przecież człowiek, ma skłonność do dalszego zagłębiania się w stylowości. W końcu jednak zaczyna uwrażliwiać się na rzeczywistość duchową. Z racji, że już przedtem pominął zdrowy rozsadek i sumienie, więc odpowiedzi,  jakie otrzymuje niekoniecznie prowadzą go w dobrą stronę. Innym słowem, mistycyzm ma swoje manowce. Dodam jeszcze, że ludzie skupiający się na własnych nieszczęściach, mają skłonność do dawania im artystycznej oprawy, bo wtedy stają się one łatwiejsze do zniesienia, są formą terapii. Można się wtedy nie tylko do nich przywyczaić, ale i je polubić, a nawet się nimi fascynować.
                Znalazłam niedawno ciekawy wywiad Marka Hłaski, dla Polskiego Radia. Poeta mówił, że prawdę o życiu, o czasie należy przyjmowaći przekazywać w subiektywny sposób. Życie należy przyjmować z wiarą, nadzieją na szczęście, inaczej można doświadczyć klęski. Powińniśmy być sobą nie bacząc na przeszkody. Końcowe słowa Hłaski brzmiały: „Szukaj siebie i zawsze bądź wierny sobie, próbuj wszystkiego, bo jak nie będziesz miał na starość, czego żałować, to znaczy, że już na pewno przegrałeś życie”….

Wiersz VI

chcesz być to bądź ale sama nie wiem nie
bądź więc wstępem do rozpaczy jeśli nie da się nie
nie dłużej nie da się śnić o tym o tobie
gdzie świat radością dyszy
a ty kradniesz co się da i tu przynosisz
znużony mi odpowiadasz
wargi do wgryzania się w obojętność zostawaisz
a później zrzekasz się wyrzekasz przyrzekasz
pieczęcią oddechu krzyczysz na tą duszę jednego zrywu
miłość
jasnym jękiem oddajesz mi siebie i tyle

i już włosa z głowy ani rzęsy najkrótszej nie stracę
już nigdy więcej rozpaczą moją nie będę się sycić
padliną ostatnich- niechaj wiotkich-
splotów męstwa w tobie

Wiersz V

jeśli będziesz chciał odejść zadzwoń
błagam tylko nie nadawaj bzdur
mam ogranicznony czas na życie
i ani chwili dłużej

zadzwoń
powiem ci, że akurat jem kolacje
i nie mogę mówić
albo że jest u mnie ktoś
kto nie powinien
i robię rzeczy które mogę robić
tylko z tobą

zadzwoń
może będzie wielkie nic
albo wielkanoc
wzbudzę wiarę ponownie
wyrzucę kłębowisko
nadętych myśli

zadzwoń
jeśli nie odbiorę
to będę poza zasięgiem
albo już umarłam
to nic
zostaw wiadomość
tak ładnie potrafisz mówić

Wiersz IV

w powietrzu wiruje
czterdziestopniowe pierze
dłonie zachłanne
cierpliwie cierpną
za Tobą

przygniecione poduszką rozterki
układają na szyi zmarszczki

między wargami
bezdech krzyżuje się z oddechem
szarpanym na westchnienie

niespełnieniem karmi się cisza
za wiatrem nocnym wonnym
otumanionym jaśminem

jęczą wyją powieki
gdy sen w nie uderza

zniknąć wchłonąć w ciebie
z krwią być w tobie

cień obnażony
wierci się tylko niespokojnie
wisząc na ścianie
powoli umiera
do wschodu

sobota, 11 sierpnia 2012

Felieton III

Wmurowana cisza
Mur to zazwyczaj część budowli, może także pionowo stać samodzielnie odgradząjąc coś od czegoś, albo od kogoś. Wykonany jest z materiału ceramicznego, kamienia naturalnego albo drewna. Mur może być zbudowany z prefabrykatów połączonych zaprawą budowlaną, np. kamienie, cegły, bloczki betonowe itp. połączone zaprawą wapienną, cementową lub inną podobną lub też może być wykonany z materiału jednorodnego, np. odlany z betonu lub ulepiony z gliny. Szczególną postacią muru ze wzmocnieniami konstrukcyjnymi jest mur pruski. Taki mur cieszy nawet oko, nawet jest ładny- uczyłam się na lekcjach woku. Nikt nie mówił, że za murami jest cisza. Cisza taka, której poświęca się za mało uwagi. Kiedy matka usłyszy, że w pokoju jej dziecka zrobiło się nagle cicho, wie, że nie oznacza ona nic dobrego. Za cisza coś się kryje, zło wisi w powietrzu. Jest sygnałem nieszczęścia i przestępstwa. Cisza jest potrzebna tyranom i okupantom, którzy dbają, aby ich dziełu towarzyszyło milczenie. Cisza ma swoje wymagania i prawa. Potrzebuje obozów koncentracyjnych w miejscach odludnych, chciałaby żeby nie zakłócał jej żaden głos sprzeciwu i prostesu. Słowo cisza łączy się z takimi słowami jak cmentarz (cisza cmentarna), pobojowisko (cisza na pobojowisku), lochy (lochy wypełniała cisza)- to nie są zestawienia przypadkowe, cisza jest za murami. Lubiłam siadać przy murze i wsłuchiwać się w ciszę. Nie zwracałam wtedy uwagi czy to mur z czerwonej cegły, kamienia czy czegokolwiek innego, była cisza. Ponad takim murem i cisza jest wiatr.  Nie wiem, czy lubię wiatr. Mam wrażenie, że niesie niepokój. Jest zmienny. Rzadko sprawia przyjemność. Huczy. Przeszkadza spać. Ponad ciszą są ludzie. Ludzie są jak wiatr. Jedni lekko przelecą przez życie i nic po nich nie zostaje, drudzy dmą jak wichry. A inni wieją jak trzeba.
W Bagdadzie- jest mur, jest cisza, wiatr i są też ludzie. Taki mur wybudowało wojsko amerykańskie jako element strategii przerwania spirali przemocy na tle wyznaniowym. Mur w którym sunnicka enklawa otoczona jest od otaczających ją dzielnic szeickich. Dawniej było inaczej- Wschodni brzeg Tygrysu zajęty był przez szyitów, a zachód zajmowali sunnici. Ci drudzy zmuszeni byli przesuwać swoje pozycje dalej na zachód, wypierani przez szyitów wkraczających do dzielnic leżących wzdłuż rzeki. Bagdad od tego czasu nie może poszczycić się mianem modelowego świeckiego miasta na Bliskim Wschodzie- lata przemocy przyczyniły się do wyraźnych podziałów, które przechodzą na kolejne pokolenia. Wciąż jednak funkcjonuje klika mieszanych obszarów, ile dokładnie i w jakim stopniu podziały religijne i plemienne rozprzestszeniają się w ciągu lat, generacji, niewiadomo i teraz nawet jakiekolwiek badania w tej sprawie nie mają sensu,bo liczący prawie 6 milionów mieszkańców Bagdad, przemienił się w miasto otoczonych murami enklaw strzeżonych przez armię, policję krajową, funkcjonariuszy policji miejskiej, prywatnych ochroniarzy i różne milicje. Linie demarkacyjne tworzą masywne betonowe mury zwane po angielsku „T-walls”, bo składane są z prefabrykatów w kształcie odwróconej do góry nogami litery T.  Getto-  za murami są ludzie, którzy stracili kontakt z bliskimi, stracili także prace. Wykluczenie społeczne jest wprost proporcjonalne do stopnia przestępczosci. Gdybym była za murem pewnie marzyłabym o otwartej przestszeni i zielonych ogrodach. Ja i moi przyjaciele, kiedy byliśmy młodsi, kiedy chodzilismy do liceum i siedzieliśmy tak pod murem marzyliśmy o wolności, chcielismy być bohaterami. Jak wiatr ponad murami niesprawiedliwosci, zakazów. Bunt. Krzyczelismy. Bez zastanowienia się, że jestesmy przecież, po drugiej stronie muru, że jestesmy wolni i z tą wolnością żyć musimy, a to za murami toczy się prawdziwa walka o ludzką godność i życie, że na świecie wciąż stoją mury, które dzielą.  Wydaje się, że czasy granic nie mijają, bo dziedzictwem wojen prócz śmierci oraz zniszczeń są także wszechobecne mury- te betonowe i międzyludzkie. Zastanawiam się co myślą Irakijczycy, którzy czekają na powrót do dawnego życia, a może już nawet myślą zupełnie inaczej i nie liczą na swobode, przyzwyczaili się do życia za murem, bo wiedzą, że gdyby został zburzony na ulicach zastaliby jeszcze bardziej spotęgowana wrogość oraz obcość.  Przeciwne sobie grupy religijne uwierzyłyby w  konieczność istnienia dotykalnej granicy z cegieł i kamieni, a do tej pory żyjacy w gettcie ludzie nie potrfailiby poradzić sobie z wykorzystaniem wolności. Dlaczego miałoby się tak stać? Bo wtedy za każde ich zachowanie, za każdy ich wybór musieliby w pełni odpowiadać. Człowiek żyjąc już poza murami, w obliczu krwawego sporu toczącego się od lat, będzie musiał podejmować decyzje dotyczące już nie jego samego, lecz także innych. Wolny w swych wyborach pozbawiony zakazów i muru, nie znajdzie nic co będzie w stanie jego usprawiedliwiać.  Stanie się osamotniony w przekleństwie odpowiedzialnosci za swoją wolność. Czy wybudowany mur jest zatem mniejszym złem w Bagdadzie, gdzie indziej, wszędzie tam gdzie są ludzie? Na to moja odpowiedź:  szukać i krzyczeć w dziury murów, odnajdywać nieszczelne i wyciagać ludzi z ciszy.

Felieton II

Pierwszy, nie ostatni raz
Zwykle zaczyna się niewinnie, przypadkowo i nieświadomie…z czasem można tego żałować, ale zawsze pamięta się ten pierwszy raz. Ten pierwszy raz miałam w wieku dziewięciu lat, kiedy mój kuzyn zafascynowany mangą, na ścianie swojego pokoju namalował Usagi Tsukino, czyli główną postać z popularnej serii Sailor Moon. Dziewczyna miała dziwnie duże oczy i w dłoniach trzymała promieniujące serduszko, a ja byłam zachwycona. Od tej pory stałam się fanką dziewczyn, które broniły pokoju panującego we wszechświecie, a Tuxedo Mask stał się moim absolutnym ideałem mężczyzny… Chociaż z wiekiem moja fascynacja mangą zeszła na dalszy plan, to właśnie jej zawdzięczam moje zainteresowanie rysunkiem i malarstwem, a w pamięci mojego odtwarzacza mp3, co jakiś pojawia się najlepsza z najlepszych muzyka z Cowboy Bebop. Nie mogę także nie reagować na pojawiającą się co jakiś czas falę nagonki na M&A. Ludzie,  którzy z japońską kreską nie mieli do czynienia nie zrozumieją tego, co prawdziwemu fanowi mangi w sercu gra. Większość mang wrzucą do jednego kotła z pornografią, zatrzasną pokrywę i ugotują na papkę.
Mimo widocznego w społeczeństwie rozluźnienia obyczajów, której cały czas wodzą pruderia i zakłamanie. Przyjęło się, że wszystko co narysowane, czy to komiks czy film – przeznaczone jest dla dzieci. Stąd prawdopodobnie to przerażenie w oczach dorosłych, kiedy widzą drukowane kobiety z wszystkim, co trzeba oraz paroma efektownymi bonusami…i jak to pokazać dziecku?  Sztuczka polega na tym, że w Japoni nikt nie daje w ręce ośmiolatka komiksu z nagą panią, bo komiksy wydaje się jak książki. Są więc mangi dla całkiem małych dzieciaków, dla studentów i nastoletnich chłopaków. Dla młodych kobiet i zmęczonych życiem staruszków. Dla miłośników historii i pasjonatów robotyki. Zresztą niektóre komiksy noszą stempelek +18 – co sugeruje, że ktoś tam jednak myśli, zanim wypuści to na rynek.
Przeciętny otaku zdążył przekonać się na własnej skórze, co to jest japoński komiks. Przedarł się przez gigabajty skanlacji, poznał bogaty wachlarz gatunkowy i wybrał sobie to, co mu się podoba. Jednym podobają się biuściaste dziewczęta, innym smutnoocy bishouneni…Oprócz zarzutów, że manga generalnie jest zła i niebezpieczna (zetknęłam się ostatnio także z opinią, że Wojownicze Żółwie Ninjja mają "okultystyczne i satanistyczne" przesłanie), spora część osób uważa rysunek i jej autorów za coś niszowego, co nie nadaje się do otrzymania miana kultury wysokiej. Sama zastanawiam się co jest wyznacznikiem wysokości kultury? Z doświadczenia wiem, że niestety, ale zwykły zjadacz chleba swoją opinię o mandze stworzył dawno temu, na podstawie obejrzanego odcinka Dragon Balla lub Pokemonów. Po dogłębnej analizie doszedł do wniosku, że te japońskie wypociny są fuj i postanowił więcej tego świństwa nie oglądać. Z czasem na rynku zaczęły pojawiać się komiksy, graficznie podobne do fuj-anime. - Pewnie taki sam badziew - pomyślał sobie zjadacz. Chociaż sam wyraz Manga pochodzi z języka japońskiego i oznacza man – wykonane szybko i lekko, ga – obraz, rysunek (nazwa ta jest używana raczej poza Japonią). Manga powstała z połączenia i ewolucji: Ukiyo-e, czyli rodzaju malarstwa i drzeworytu japońskiego z wschodnim stylem rysowania. Jej historia sięga ponad 1000lat! Co więcej w obronie mangi?  Domyślam się, że ktoś patrzący z boku na "wygłupy" mangowych postaci, ich mimikę twarzy, celowe zniekształcanie sylwetek i niestandardowe, jak na nasze gusta, ujęcia stosowane przez japońskich rysowników, mógłby odnieść wrażenie, że manga to opowiastki nie mające do przekazania czytelnikowi nic znaczącego. Czy na pewno? To przecież właśnie manga słynie z tego, że w przeciwieństwie do komiksu w stylu amerykańskim, tworzy postacie o wiele bardziej wyraziste, bardziej ludzkie. Postaci z mangi - bez względu, czy będą one pozytywne, czy też negatywne - mają swoją osobowość, nie są tylko kukiełkami, których śmierć nie robi na czytelniku większego wrażenia, gdzie zły jest brzydki i okrutny, a dobry piękny i wspaniałomyślny. Każda z tych postaci jest pomyślana tak, aby była mieszanką sprzeczności, tak jak każdy z nas. Zły ma jakieś motywy działania, nie zawsze jest "złym" z wyboru, lecz ma swoją historię i targają nim sprzeczne uczucia. Tak samo jest z bohaterem pozytywnym, który miewa wątpliwości co do swojego postępowania, miewa chwile zwątpienia i w żadnym wypadku nie jest kryształowo czystym pogromcą zła. Taki układ tworzy między postacią a czytelnikiem jedyną w swoim rodzaju więź. w pewnym momencie widzowi przestają być obojętne jej losy, a postać zaczyna żyć własnym życiem. W mandze nie ma prostych odpowiedzi, a przynajmniej nie są one podawane czytelnikowi "na talerzu”. Nie zgadzam się, że wszystkie anime i mangi zawierają emocje negatywne, a  treścią większości jest rywalizacja, podstęp, walka. Ta sztuka nie oznacza spotkania z okultyzmem, New Age i demonologią. Obrońcy moralności, walczący o ochronę niewinności dziecięcych duszyczek, powinni przynajmniej zajrzeć na wikipedię, zanim zaczną podnosić raban. Informacje przenoszone pocztą pantoflową nie są wiarygodnym źródłem wiedzy…

Artykuł I

Psychopaci o wąskich źrenicach
„Warsztaty z szycia pluszaków, kuchnia azjatycka, Japan Quiz oraz praktyczne konkursy, w których nastoletnie dziewczyny udają lesbijki, a chłopcy homoseksualistów. I to wszystko w naszych szkołach”- w taki sposób zaczyna się artykuł w najnowszym wydaniu Przewodnika Katolickiego o tytule: „Armagedon nadchodzi!”
O co chodzi autorce czterostronnicowego tekstu?  Pani Magdalena Guziak- Nowak pisze o odbywających się w Polsce od 1997 roku zjazdach miłośników mangi i anime, zwanych popularnie konwentami. Są to z reguły dwu-, trzydniowe spotkania, które gromadzą nawet do trzech tysięcy uczestników, w zależności od podejmowanej tematyki i wielkości bazy lokalowej. Są to imprezy odpłatne, z wczesniejsza rezerwacją, a weekendowy udział kosztuje kilkadziesiąt złotych. W artykule o złym wpływie japońskiej kultury na dzieci i młodzież wypowiada się pani Małgorzata Więczkowska - pedagog, która porusza w swoich publikacjach problemy wychowawcze.  Po ukazaniu się jej pracy „Zagrożenia cywilizacyjne - manga i anime” w miesięczniku „Wychowawca”, została nazwana „ultrkatolem”, a jej naukowe wnioski „zlepkiem o zabarwieniu demagogicznym”. 
            Nawiększym niebezpieczeństwem jakie płynie z M&A ma być wzrost zainteresowania gatunkami yuri i yaoi- sa to gatunki, w których fabuła dotyczy związków lesbijskich i gejowskich. Autorka artykułu przekonuje, że dla niektórych stają się one sednem ich życia. – A to - jak dalej pisze - prowadzi do uzależnień, które powodują duchowe kalectwo.  Krytycyzm do sztuki komiksu jest jednak złagodzony faktem, że na Światowym Spotkaniu z papieżem w Madrycie w 2001 roku, był rozdawany młodzieży komiks o Benedykcie XVI, narysowany kreską mangi. – Manga i anime mogą być ubogaceniem- dodaje pani pedagog.
            Artykuł w „Pk” przeczytałam z uśmiechem, ale i z lekkim zażenowaniem. Tygodnik religijny nosi idee równoległe z nauką Kościoła. Jednak przestrzeganie przed sztuką japońskich komiksów, które mają być źródłem promującym okultyzm i magię oraz nazywanie ich bohaterów  „psychopatami o wąskich źrenicach” to bliski krok do nauczań popularnego ks. Natanka, który otrzymał karę suspensy od kard. Dziwisza.  Generalizowanie jest chyba jedną z domen Polaków, a rodzajów mang jest mnóstwo. Fanów zresztą też, bo manga nie jest jedna i dla wszystkich.

Taki diabeł straszny, jak go malują - japończycy...
Gatunki większości mang zbieżne są z gatunkami obecnymi w komiksie zachodnim. Są jednak pewne gatunki charakterystyczne dla komiksu japońskiego, które pojawiają się w nim częściej. Słyszałam o dwudziestu rodzajach mang, każdy kupujący komiks powinien mieć świadomość z jaką tematyką się zetknie. Tak samo jak w filmach czy też w książkach. Gakuen Mono - ich treść to zwykle dramaty młodzieży uczącej się; Geika - określa się tym terminem wszystko, co podpada pod tak zwaną "przygodówkę". Gatunek raczej preferowany przez męską część czytelników. Właśnie w tym gatunku zamieszcza się Dragon Balla. Spocon to manga sportowa. Często traktowana jest jako popularyzator sportowego trybu życia i współpracy w drużynie. Gurmet to szkoła kuchni i to w najlepszym stylu. Niektóre wydania gurmet manga to prawdziwe książki kucharskie. Coś mocniejszego to trzy rodzaje Hentai, po polsku jak i po japońsku oznacza po prostu pornografię, jest zwykłe Hentai, soft oraz hard- podteksty seksualne w niektórych mangach wcale nie są ukrywane. Niestety seks i przemoc w anime to główne hasło przeciwników japońskiej animacji. Ta grupa polskiego społeczeństwa poprzez swoją nieznajomość tematu chce usunąć z ojczyzny "zło" tkwiące w anime. Oczywiście głównym założeniem jest uznanie fanów mangi za sektę, a anime za dzieło szatana, co spowodowałoby ogólną dezaprobatę społeczeństwa.
Część osób, które świadomie sięgają w Polsce po anime i mangi, to  miłośnicy erotyki i pornografii. Wystarczy wpisać w przegladarkę „anime” czy też „manga” – niestety zapewne kilka linków będzie traktowało tematykę erotyczną. Linki te umieszczają osoby,  które poprzez swe witryny chcą jednym słowem zarobić…

Wiersz III Tomek opowiada o samotności

proboszcz mówi że ateista
o sobie lojalny opozycjonista

I
i wspinałem się na barki a wiedziałem że Golgota
z nadzieją (tą dla głupich) : nie zaplątam się
 w pięcioliniowe przekleństwa
dla głupich bo wierzyłem

i obejmowałem wyciskałem
to sto dwadzieścia w biuście
do bólu czekając na za późne z wiarą

II
promienie słońca jak szpilki
dźwięk budzika jak siekierka
rozdzieliła utopie znad sufitu
na sen i tą gorszą resztę
kawa się rozlała- kolejne moje umieranie
tramwaj się spóźnił- paruję razem z asfaltem
z ludźmi made in china zamiast made in heaven
gotujących się jak to przystało na bycie instant
do piętnastej trzydzieści- wytrzymać z ekshibicjonizmem myśli
anty- anty- anty- człowiek
dopóki nie pójdę do nieba
ale nie pójdę bo mam lęk wysokości

III
i to nic że piję znów za ciszę
podobno prośbami wmawiam
w ciebie milczenie
a wieczór ma zapach tytoniu i wżera się w kołdrę
wżera się w zimną poduszkę
po prostu bądź a klęknę
kanibalizmu nie uznaję wybacz
a rozmiar dwadzieścia na piętnaście- obrazek z kolędy
to dla mnie za mało by wierzyć
ale dopóki pościele na balkonie
nie ma wojny z niebem
pokoju z przeszłością- a i ty będziesz i bez ciebie klęknę
podobno nigdy nie jest za późno na powroty

Wiersz II

zmrużyłam oczy, żeby ciebie odnaleźć
wśród pejzaży nocy bezsennych
w procesji minut zlęknionych
myśli składanych jak do modlitwy
o usta oczy boga przedswitów

ja- biała od rozmyślań
przystępuję do ciebie krokiem niepewnym
przystepuję do twoich powiek-
- wieczorami kryją w sobie słońce
promienie toną ci w źrenicach

myśli o tobie wypełniają końce moich palców
moich włosów

trudno uwierzyć że kiedyś mogło ciebie nie być

piątek, 10 sierpnia 2012

Myśl I

Brzydzę się mnogości. Fizycznie i nie tylko fizycznie. Nie jestem wieloma kobietami, chcę być jedną bo jestem jedną kobietą. Nie chcę wielu mężczyzn. Chcę jednego. Chciałabym. Nawet tańczyć nie chcę z wieloma, nie chcę opierać się o wiele męskich ciał. Bo ja temu mężczyźnie chciałabym dać zwyczajnie, tak najzwyczajniej w świecie- jak prezent na urodziny- całe moje życie. Bez reszty.

Wiersz I

bez Ciebie niedziela
dzieli się przez zero
chciałabym- serce odzyskać, zapamiętać
nazwać w linii prostej
kochać się i wybierać coraz dalej
po Twojej ciepłej skórze

czwartek, 9 sierpnia 2012

Felieton I

Leming ze wsi Warszawa
        Tramwajofobia- mam to,  gdy wsiadając do tramwaju, zastanawiam się co tym razem spotka mnie ciekawego i choć często bardzo to zwykła, nudna podróż, przypomina mi się nagle, że nie mam biletu. Strach przed panem motorniczym. Nerwowo szukam portfela i drobnych. Czuję się jakbym miała być za chwilę wychłostana bądź inaczej torturowana. Nie daj Boże dać takiemu kilkanaście groszy wiecej- mordercze spojrzenie zza szybki gwarantowane. Trwamwaj ruszył żwawo, a ja z nim. Ruszył tak mocno, że miałam wrażenie, że blachy nie wytrzymają kolejnego skrętu. Dzięki temu jednak mój zagubiony wzrok zaczął szukać czegoś do trzymania. Rurkę znalazłam, potkniecia uniknęłam a moje szczęście dopełnił biletomat i do tego działający. Kamień spada z serca, bilet trafia do kasownika, a ja spokojna już siedzę (emerytów, weteranów wojennych, niepełnosprawnych i kobiet w ciązy brak).
        Siedzę sobie i patrzę, bo obserwowanie współpasazerów tramwajowych ciekawe, ciekawsze na przykład bardziej niż takich pociagowych, bo tramwajowi zmieniają się częściej, wchodzą i wychodzą, wchodzą i wychodzą, a ja wysiadam na przedostatnim przystanku, więc patrzę. Patrzę i bezkarnie myslę stereotypowo, bo to poniedziałkowy poranek, więc taką zabawę sobie wybaczam. Lustrując kolejno podrózujących, znalazłam mojego leminga. Ni to świnka morska ni chomik, małe to i waży niewiela 100 g (tyle co dobra wódka), żyje w dalekiej tundrze. Sławę zyskał dzięki grze z Commodore gdzie miał zielone włosy i trzeba było go uchronić by nie popełnił samobójstwa.Mit bowiem głosi, że lemingi ulegają masowemu pędowi do tego stopnia, że rzucają się hurtem do wody, choćby miały utonąć to z fasonem, jak reszta.  Mój tramwajowy leming z tabletem na kolanach i z białymi słuchawkami  (z Appla czy z Centrum Chińskiego?!) , zielonych włosów nie ma ( na głowie za to ma czapkę z dzianiny a ‘la Collin Farrel, choć mamy lato! ), ale do mojej zabawy pasuje jak ulał.
       Jest młody, pewnie wykształcony, z Torunia? Nie na pewno nie, pewnie jest z Warszawy, a do Toruniu przyjechał odebrać dowód babci żeby uchronić świat przed Kaczafim. Patrzy sobie w swój tablet (czy to jest smartfon, cholera go wie…), przegląda co nowego na fejsie, kto z kolegów i kolegów kolegów ma już nowy samochód, albo tableta (smartfona?!) albo czy Kasia Tuskówna zrobiła sesje zdjęciową swoim gofrom na śniadanie. Fejs jest jeszcze na tyle przydatny, że można poznać, wesołego geja, z wyższych sfer, fajnie mieć takiego w grupie znajomych, jest to znak tolerancji i nowoczesnosci; jak nie ma geja może być lesbijka, Żyd,wegetarianin, w ostatecznosci alergik… Nagle pomyslałam, że to coś co ma mój leming na kolanach może być e-bookiem, czyli tym co ma zmieścić 10tys. książek naraz! Nie wiem kto tyle za życia jednego przeczyta, ale Paulo Cohelo, musi być obowiazkowo. To najwybitniejszy malarz..albo pisarz, albo to i to, wystarczy, że mądry i wszyscy przy nim płaczą- leming nie płacze więc to pewnie jednak smartfon. Mijałmy kolejne przystanki, zastanawiam się, na którym przystanku wysiada ulubiony pasażer. Przystanek. Nie rusza się. Jedziemy dalej…ciekawe gdzie jedziemy, zapewne do korporacji, w slangu branżowym okreslanej jako korpo. Kawa tam jest za darmo, woda też, a jak masz szczęscie, że masz kilka szkoleń w ciągu dnia to paluszki i orzeszki, sprawią, że nie muszisz jesć luchu, jak nie masz szkoleń, to możesz na przykład podjechać na lunch do Ikei na szwedzkie klopsiki. Leming zaczyna chyba się szykować do wyjscia, bo chowa swoje magiczne urządzenie do torby. Poprawia czapkę i wysiada. Został jeszcze jeden przystanek i wysiadam ja. W duchu gratuluję sobie poczuca humoru. ..
        Racja, grupowe myślenie, czy też efekt owczego pedu znane są nie od dziś, tyle tylko, że owca od leminga różni się tym, że działanie tego drugiego prowadzi do porażki. Iluzja wszechmocy czy też niezwyciężoności, podzielana przez większość lub wszystkich członków grupy, stwarza optymistyczne przekonania o sukcesie. Sympatyczne zwierzatka stały się nie bez powodu symbolem grupy społecznej, oddają niestety rzeczywistość, w której konstruktywnymi cechami ludzi lemingów są konformizm i bezrefleksyjność. Wiedza oparta na jednej stacji telewizyjnej, czytanie jednej gazety o największym nakładzie, popieranie nowoczesnych polityków, nieznoszenie oszołomionych moherowych staruszek…Takiego Kwiatu narodu strach się bać jak motorniczego że chcesz żyć – mało europejsko i po swojemu.